Pytano się w Sejmie co myślą o prawyborach prezydenckich, głosy były różne – opozycja śmiała się w rękaw, platformiacy nie za bardzo wiedzieli jak je interpretować więc uśmiechając się żywo komentowali – to dobry pomysł i pierwsi nań wpadliśmy, hura!
Dla przypomnienia – prawybory prezydenckie zostały zorganizowane dla Radosława Sikorskiego (minister spraw zagranicznych – PO) i Bronisława Komorowskiego (marszałek sejmu – PO).
Zaraz przed prawyborami do kampanii przyłączyła się GW robiąc obszerne reportaże o “przyszłej prezydentowej” czyli dla wyboru: Annie Applebaum lub Annie Komorowskiej.
Zadziwiona przed kioskiem zastanawiałam się czy to nieporozumienie – przecież kandydaci są z jednej partii, co to za konkurencja jak z warzyw ma się do wyboru pomidora surowego lub jego przecier? A na dodatek jeden drugiego zachwala tym samym smakiem w innej formie.
Nie wytrzymałam długo – swoją drogą pełna zdziwienia, że “prawybory” nadawane są w TVP – Info.
Dotychczas o “prawyborach” można było mówić kiedy ścierało się dwóch mocnych kandydatów, najlepiej z przeciwstawnych ugrupowań i dla niezdecydowanych przedstawiało się esencję poglądów i plany na 5 lat urzędowania. Dziś serwuje się nam marketingowy wybór pomiędzy “Kupi pani nasze ubezpieczenie o 10 czy o 13 ?”.
Pozory wolnych wyborów, atrapa szacunku wobec społeczeństwa – oto czym zostaliśmy uraczeni.
Debata nie była ani żywa, ani odkrywcza. W podsumowaniu dano nam wybór pomiędzy energicznym, młodym rządzeniem a rządzeniem z doświadczeniem.
Merytorycznie też kiepsko, bo pewnie bardzo trudno przekonać wyborców do swojej osoby nie zaniżając wartości przeciwnika – a tego w tej samej partii nie wolno robić.
Zastanawiam się tylko komu to było potrzebne – dopóki na scenie politycznej jest tylko dwóch kandydatów dla których jest prowadzona kampania reklamowa nie ma co się śpieszyć z wyborem.
A może te “prawybory” to była wersja ekonomiczna przedstawienia kandydatów na fotel prezydenta – skoro kryzys i trzeba ciąć wydatki na antenę można wrzucić wszystkich przedstawicieli partii i zaoszczędzić pieniądze na wykupie kilku spotów, reportaży, “debat”.
Może wcale nie chodziło o zdobycie głosów na głowę państwa ale o wzmocnienie swojej pozycji przez reprezentatywnych kandydatów? I może wcale nie chodziło konkretnie o przejęcie tego urzędu ?
Nieważne jednak jakie były przesłanki do tego faux-pas, jakkolwiek by tego nie broniono było bardzo niesmaczne.
Zobacz również:
- Prezydent znów na szczycie Nasz drogi prezydent wybiera się na kolejny unijny szczyt. Muszę...
- Bush się żegna Nowy prezydent USA, którego zarówno imię jak i nazwisko było...
- Nowy spot PIS, czyli jak nie dać się propagandzie. W końcu doczekaliśmy się nowego spotu PiS'u - po zakończonej...
- Kłopoty z przelotem? Okazuje się, że nie wszystko zawsze idzie po myśli premiera...
- Modlitwy zostają wysłuchane Wspomniane kilka dni temu w artykule "Religijny kraj, a jakże"...